niedziela, 11 maja 2014

Opowiadanie gościnne - od Lidii (wojowniczka Rady)

Nareszcie coś ciekawego. Wprost nie mogłam doczekać się naszej małej "wycieczki" do Niemych Gór i zobaczenia na własne oczy tych wszystkich ślicznych wilczków, błagających o wybaczenie. Całą drogę szłam obok Alexiusa, który uśmiechał się kpiąco, najwyraźniej ciesząc się na możliwość skopania dupy swojemu synusiowi. Poprawka. To ja cieszyłam się na tą możliwość. Macabre od zawsze działał mi na nerwy, a odkąd Rada z niewiadomego powodu pozwoliła mu założyć własną watahę i to jeszcze z dala od Arkadii...Działał mi na nerwy jeszcze bardziej. No i był jeszcze Ren. Gorący, acz zajęty towar. Zajęty przez tą sukę, Faith i JUŻ dla mnie niedostępny. Z całej tej bandy "pupilków" Rady to on najbardziej spierdolił mi życiorys, ale to jego najbardziej chciałam zobaczyć.
Odwróciłam głowę, czując na sobie spojrzenie Alexiusa.
-Wiem, że nie możesz się doczekać, Lidio, ale musisz przynajmniej po części ukrywać przed innymi swoje myśli...-powiedział swoim lodowatym głosem, patrząc na mnie obojętnie.
-Nie ma takiej potrzeby, panie-powiedziałam obojętnie.-Jestem wojowniczką, walka i wymierzanie sprawiedliwości sprawia mi przyjemność. Wszyscy doskonale wiedzą, że nasza misja sprawia mi niewypowiedzianą radość.
-Nie tylko to jest twoim celem...-uśmiechnął się przebiegle.-Młody Foster stanowi dla ciebie pokusę, która cię rozprasza. Nie muszę cię uczyć, że skupienie jest konieczne u wojowniczki, najdroższa.
-Zapewniam cię, że dobrze znam swoje stanowisko-odparłam sucho.-I zdaję sobie sprawę z tego, że masz dla mnie specjalne zadanie.
-Jak zwykle błyskotliwa-stwierdził, lustrując mnie stalowo srebrnymi oczami-Chcę, żebyś wyśledziła rodzeństwo...
-Nie jestem szpiegiem-pokręciłam głową, zirytowana. Czułam na sobie zaciekawione spojrzenia innych.-Czy coś cię bawi, Gor?!-warknęłam do chłopaka. Uśmiechnął się chytrze i wzruszył ramionami.
-Ależ oczywiście,że nie, Lidio-Alexius zignorował naszą potyczkę.-Uważam tylko, że tylko ty możesz zmierzyć się z naszym zabójczym rodzeństwem.
-Vince i Victor mnie nie obchodzą-warknęłam.
-Dobrze o tym wiem. Po prostu ich przyprowadź. Do mnie.
-Rozkaz, Panie-ukłoniłam się lekko i zmieniając postać, ruszyłam w las. Dalsze kłótnie z Alxiusem nie mają sensu. Jestem stworzona po to, by służyć Radzie. Czy mi się to podoba, czy nie.
*
-Proszę, proszę....-zacmokałam, wychodząc z ukrycia. Miny Vince i Victora były wręcz bezcenne, kiedy zwrócili na mnie swoje czerwone oczy.-Jak my się dawno nie widzieliśmy, prawda?
-Jakoś nie jest nam przykro z tego powodu, Lidio..-syknęła Vince. Victor wyprostował się.-Czego chcesz?
-Ja? Ja zupełnie nic...To Alexius bardzo chciałby was uściskać na powitanie. Wydaje mi się, że bardzo stęsknił się za swoim najbardziej nieudanym eksperymentem...-wzruszyłam ramionami, wydymając usta i zakładając ramiona na piersi. Przechyliłam głowę, przyglądając się z rozbawieniem tej zabójczej trójce. Problem w tym, że ja też jestem zabójcza. Bo wkońcu...mordowanie to mój zawód.
-I wysłał po nas swoją pupilkę?-Parsknął Victor.-Czy ty na prawdę myślisz, że z tobą pójdziemy?
-Nie, ale przyznaję, że nie chce mi się dzisiaj walczyć. Zwłaszcza z kimś takim jak wy-zmrużyłam oczy.-W walce szanse powinny być równe. Poza tym...Alexius chce was żywych. 

(Vince? Victor?)

(Wataha Burzy) od Isabelli

Siedziałam u siebie, kiedy nagle wparował do mnie Ice i wyciągnął mnie z jaskini.
- Co jest grane? – zapytałam zdezorientowana.
- Chodź. – odpowiedział zaniepokojony.
- Dobrze, ale powiedz mi dlaczego? – wciąż byłam ciekawa, co wywołało u niego takie zdenerwowanie.
- Nie jesteś tu bezpieczna. Zabieram Cię na „posiedzenie”. – nie musiał już nic mówić. Wszystko ułożyło mi się w logiczną całość, a serce ze strachu podeszło mi do gardła. Wiedziałam jednak, że z Ice’m „nic” mi nie grozi. Weszliśmy do jaskini, która była już przepełniona ludźmi. Większość z nich znałam, a niektórych widziałam po raz pierwszy. Pierwsza w oczy rzuciła mi się Hebi. Miło było ją znów zobaczyć. Podczas przemowy Macabre, Ice ciągle obejmował mnie w talii. Niepokój wywoływał u mnie dreszcze, co w Ice’ie wzbudziło jeszcze większy strach o mnie. Ogólnie to wszyscy martwili się o wszystkich. Kiedy Ice wyszedł na środek, aby przemówić w moich oczach pojawiło się przerażenie, a obok mnie zjawił się Dark, który chyba przejął kontrolę nad moim bezpieczeństwem. Chłopak jednak szybko do mnie powrócił. Jedną ręką obejmując mnie, a drugą Sol. Odwróciliśmy się wszyscy, a wtedy ich zobaczyłam, a moje serce po prostu stanęło. Nie mogłam złapać oddechu. Czułam się jak sparaliżowana. 

Arkadyjczycy- niewielka część Rady

Imię: Marcjusz
Stanowisko: jeden z najwyższych członków Rady


Imię: Aaron
Stanowisko: łowca i szaman Rady


Imię: Lidia
Stanowisko: wojowniczka Rady


Imię: Cain
Stanowisko: Alfa wojowników Rady


Imię: Avenal
Stanowisko: członek Rady


Imię: Lar
Stanowisko: wojownik Rady, młodszy brat Alexiusa


Imię: Sahir
Stanowisko: wyrocznia i telepatka


Imię: Sven
Stanowisko: magik


Imię: Musa
 Stanowisko: wampir stworzony przez Radę, niepoprawna zabójczyni i terrorystka, obiekt eksperymentów


Imię: Ivan
Stanowisko: zwiadowca


Imię: Kay
Stanowisko:  łącznik z światem, dostarcza Radzie ludzi do eksperymentów


Imię: Sylvia
Stanowisko: czarownica


Imię: Gor
Stanowisko: Szpieg


Imię: Sullivan
Stanowisko: Strateg

 

Imię: Luc
Stanowisko: wojownik Rady


Imię: Rose
Stanowisko: wojowniczka



(Wataha Ognia) od Macabre

Większą cześć drogi szliśmy w milczeniu, tylko na początku zamieniliśmy z Renem parę słów. Nie miało sensu zastanawiać się głośno czego możemy się spodziewać po naszych ojcach podczas tego spotkania. Najchętniej od razu przypierdoliłbym Alexiusowi, ale to prawdopodobnie wywołałoby tylko niepotrzebne zamieszanie. Większość twierdzi, że nie ma stuprocentowej pewności czego oni tu właściwie chcą i należy się tego najpierw dowiedzieć. Ja uważam, że to tylko niepotrzebna formalność. Do walki dojdzie na pewno, a kto będzie miał przewagę zależy od tego kto pierwszy przystąpi do ataku. Wygląda na to, że nam to nie grozi.
- Poważnie chcesz z nimi gadać? - zwróciłem się do Rena - Albo zadam inne pytanie: MYŚLISZ, ŻE ONI BĘDĄ CHCIELI Z NAMI GADAĆ?
Ren skrzywił się i wzruszył ramionami.
Westchnąłem. Odrzuciłem głowę w tył i przyglądałem się księżycowi. Gdyby nie jego blade światło tej nocy byłoby kompletnie ciemno. Na niebie nie było ani jednej gwiazdy, tylko srebrna tarcza księżyca.
Znajomy zapach sprawił, że gwałtownie się zatrzymaliśmy. Jeszcze nikogo nie widzieliśmy, ale na mojej twarzy już pojawił się grymas, którego nie zamierzałem zmieniać. Twarz Rena pozostała kamienna. Obserwowaliśmy ciemność przed nami. Początkowo czekaliśmy w napięciu, które jednak zaczęło ustępować zniecierpliwieniu.
- Ile mamy tu jeszcze czekać, do cholery?! - po 40 minutach byłem naprawdę sfrustrowany. Obróciłem się z zamiarem przeszukania lasu, ale zdążyłem postawić tylko parę kroków.
- Nie przypuszczałem, że aż tak się stęsknisz.
Znieruchomiałem słysząc znajomy, wiecznie zimny głos.
- Za tobą zawsze - odwracając się postarałem się żeby moja twarz wyrażała wszystkie przekleństwa jakimi miałem ochotę obdarzyć teraz mojego ojca.
"Daruj sobie teatrzyk" usłyszałem w głowie głos Rena.
"Chyba straciłeś rozum jeśli myślisz, że po tym jak mnie tu wyciągnąłeś będę się jeszcze powstrzymywał" odpowiedziałem mu.
Rozejrzałem się dookoła. Rozpoznawałem ludzi, którzy powoli wyłaniali się z ciemności. Byli to wyżsi członkowie Rady - Marcjusz, Aaron, Avenal i oczywiście Cain i Alexius. Były wśród nich też takie wypierdki jak Sullivan albo Lar - kolejna osoba, której wolałbym nigdy nie poznać i wzajemnie. Większość obecnych była wojownikami albo łowcami - Ivan, Luc, Rose. Najbardziej z tyłu trzymali się posiadacze "najciekawszych" umiejętności: Sylvia, która była czarownicą, wyrocznia Rady - Sahir, terrorystka Musa i Kay - jeszcze bardzo młody syn jednego z członków Rady, zajmujący się głównie dostarczaniem obiektów badań. Ciekawe czemu go nie lubię.

(Wataha Ognia) od Victora

Korzystając z tego,  że wszyscy byli zajęci przemową Ice'a, chyba tak nazywał się ten blondyn, ja i Vince wyszliśmy z jaskini.
- Jak mogliśmy być tak nieostrożni?! – warknęła Vince,  kopiąc leżący na ziemi kamyk – mogliśmy uciec, a teraz…
- A teraz po nas – dokończyłem, opierając się o drzewo – Alexius  i reszta Rady są blisko, tak wiec próba ponownej ewakuacji nie ma najmniejszego sensu.
-Myślisz, że dalej nas szuka? – westchnęła moja siostra – Minął już jakiś czas, odkąd uciekliśmy, ponadto nie jesteśmy powodem jego wizyty…
- Co racja to racja, ale…
- Ale co? – odwróciła głowę w moim kierunku.
- Chyba nie porzuciłby swoich najlepszych tworów – uśmiechnąłem się.
- Przymknij się, mieliśmy o tym nie rozmawiać! - jej czerwone oczy, pociemniały, czekałem na rozwój sytuacji, kiedy Vince zastygła – Czujesz to?
Minęła chwila zanim uświadomiłem sobie co ma na myśli Vince. Nie byliśmy tu sami. Ktoś cały czas przysłuchiwał się naszej rozmowie…
(?)

sobota, 10 maja 2014

(Wataha Burzy) od Hebi

Cholera, przestało być zabawnie. 
Dotychczas, nawet mimo tego co usłyszałam od Ice'a, podświadomie miałam nadzieję i wierzyłam w to, że obejdzie się bez większych problemów, może nawet pokojowo. Trwało to tak długo dopóki nie zobaczyłam na własne oczy ojca Mac'a, Ren'a i reszty Rady. 
Nie mam pojęcia jak udało mi się rozpoznać Alexiusa. Patrząc na jego wygląd nie było ani jednej cechy, w której Macabre by go przypominał. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałam było to, że albo jest podobny do matki, albo do "sąsiada". 
Nie wiele byłam w stanie dostrzec, tylko księżyc oświetlał postacie, dodatkowo widok zasłaniały głowy obserwujących. Nigdy nie byłam szczególnie wysoka i czasem potrafiło mi to utrudnić życie. Nie mogłam przyjrzeć się twarzom zbliżających się postaci. Nie byłam nawet w stanie określić ich płci w większości przypadków. Skupiłam się na srebrnookim mężczyźnie na czele tej "wycieczki". Światło księżyca sprawiało, że jego włosy miały taki sam kolor jak oczy, ale w rzeczywistości z pewnością był blondynem. Odniosłam wrażenie, że mrozi ludzi wzrokiem, a kiedy się uśmiecha płaczą małe dzieci. 
- Ja pierdolę... - Mac skrzywił się na widok ojca. 
- Popierdolisz sobie później - rzucił przez ramię Ren, który był już przy wyjściu - Teraz mamy ważniejsze sprawy.
- Nawet ty wydajesz mi się teraz bardziej wkurwiający niż zwykle...- czarnowłosy chłopak niechętnie ruszył za swoim przyjacielem. Chciałam iść z nimi, ale mnie zatrzymał - Zostań tu. Zaraz wracam, później się spotkamy - wypowiedział to kłamstwo i jednocześnie posłał mi swój najpiękniejszy uśmiech. 
Nie mieliśmy pewności czy, kiedy prawdziwa wojna się zacznie będziemy mieli okazję spotkać się przynajmniej raz ani czy będziemy mogli to zrobić po jej zakończeniu. Chciałam w to wierzyć, wmawiałam sobie, że wierzę, ale to było takie samo kłamstwo jak słowa Mac'a. On też to wiedział. Może po prostu nie chciał mnie ranić? Albo  nie dopuszczał tej myśli do świadomości? Mimo wszystko nigdy nie mogłam powiedzieć, że w pełni zrozumiałam to co kryje się w jego oczach. 
Sylwetki Alf Ognia i Powietrza zniknęły w ciemności. Odczekałam parę minut, aż wszyscy skupią się na czymś innym i wymknęłam się z jaskini. Nie zamierzałam siedzieć bezczynnie na tyłku ani dopuścić do tego, że stracę jedynego mężczyznę, którego kochałam. Ciekawość też odegrała tu swoją rolę.

(Wataha Powietrza) od Devona

-Chyba nie odpowiada ci z lekka moja obecność, kochanie?-Przechyliłem głowę, z rozbawieniem przyglądając się Katniss.
-Nie jestem twoim "kochaniem".-warknęła, odwracając się do mnie tyłem.
-Oczywiście. Więc nie będzie ci przeszkadzało, jeśli cobie posiedzę?
-Nie, bo ja wychodzę.
-Czekaj, kotku. Nie ma pośpiechu...-Złapałem ją za rękę i wciągnąłem sobie na kolana, na co dziewczyna kopnęła mnie całkiem mocno w stopę.- Ała!
-Puszczaj mnie, chamie!-syknęła, wierzgając się jak łania.
-Nie. Najpierw wolałbym z tobą porozmawiać o naszym ostatnim spotkaniu. Wtedy byłaś milsza, Kat.
-Nie obchodzi mnie co masz mi do powiedzenia. Byłam pijana.
-Czyżby?-Uniosłem brew.
-Nie, ale nie wiem co mi strzeliło do głowy. Normalnie nie dotknęłabym cię nawet patykiem.
-Niech ci będzie. Chciałbym ci wyjaśnić, ale....
-Ale co?!
-Nie mogę...Są rzeczy, o których nie powinnaś wiedzieć.
-Świetnie, teraz mnie puść.
-Muszę jeszcze tylko zrobić jedną rzecz. Możliwe, że długo nie pożyjemy.
Uśmiechnąłem się i szybko pocałowałem ją w usta, specjalnie przedłużając pocałunek.
-Jak na kogoś, kto tak bardzo się mnie brzydzi, coś za mocno się wczułaś-parsknąłem śmiechem.
-Zamknij się-powiedziała i pocałowała mnie  jeszcze mocniej.

(Kat?)

(Wataha Wody) od Ice'a

-Będziecie się wydurniać później-powiedziałem, lekko zniecierpliwiony, mierząc Rena i Mac'a spojrzeniem.-Teraz powinniśmy uzgodnić jakiś plan. Wszyscy czekają.
-Właśnie-Mac posłał mi przebiegły uśmiech.-Słucham, co masz nam do powiedzenia?
Westchnąłem cicho i wyszedłem bardziej do przodu, czując na sobie zdenerwowane spojrzenie Belli.
-Rada chce się z nami pobawić. Doskonale wiedzą, że złamaliśmy większość zasad, co tak naprawdę wogóle by ich nie obchodziło, gdyby nie to, że w tej sytuacji mogą pokazać do czego są zdolni, i że sprzeciwianie się im nie ma sensu. Niektórzy mieli już okazję przekonać się na własnej skórze, co to oznacza.-Kiwnąłem głową do Ivalio.-Oni są szaleni. Obchodzi ich tylko władza i to, czy wszyscy im ulegają. Chcą rządzić. Mamy dwa wyjścia: możemy się poddać i okazać skruchę, czego prawdopodobnie nie zrobimy, albo walczyć. Nie chodzi tutaj o to, żeby wygrać. Z Radą nie da się wygrać.
Macabre zaśmiał się i zaklaskał w dłonie.
-Brawo, blondynku. Doskonała przemowa. Dostrzegam w niej tylko kilka podstawowych problemów...Na przykład to, że jeśli przegramy będziemy martwi. Wszyscy. Chyba nie brałeś tego pod uwagę.
-Nie o to tutaj chodzi-warknąłem.-Jeśli dostaniemy się do "niewoli", to będzie gorsze niż śmierć. Jeśli chcemy wygrać, musimy liczyć się z tym, że nie skończymy tej wojny  w tym samym składzie co teraz. Wiele z obecnych ma moce, które Rada chciałaby wykorzystać. Oni nie chcą nas zabijać. Chcą nam wymierzyć sprawiedliwość w inny sposób. 
-A ja mam zajebisty pomysł: wybijmy ich wszystkich.
-Mają około tysięczną armię, i to tylko na samym obszarze Arkadii.-wtrącił sucho Ren.-Może wyjaśnisz nam wszystkim jak masz zamiar zabić tysiąc wyszkolonych wojowników, z całym arsenałem realnej broni i całkiem niezłymi mocami? Ponad 20 osób nie wystarczy.
-Patrzysz na to przez pryzmat bycia wojownikiem- Zwróciłem się do Rena, który uniósł brew.-Zapominasz, że posiadamy moce, które mogą pozwolić nam wygrać.
-Być może-wzruszył ramionami.- Ale najsilniejsi muszą być osłaniani, a do tego potrzeba ludzi, którzy umieją trzymać w rękach broń.
-Znajdą się.-powiedziałem szybko.-Na razie musimy spróbować załatwić to jakoś pokojowo.
-CO KURWA?!-Macabre mierzył mnie wściekłym spojrzeniem.-Oszalałeś!?
-Nie. Ty i Ren powinniście iść. 
-Jeśli myślisz, że więzy krwi się dla nich liczą...-Zaczął Mac.-Pierdole to wszystko, nie jestem żadnym komitetem powitalnym.
-Niech to szlag!-Zaklął Ren.-Za późno, Mac. Zbieraj dupę, bo będziesz witał tatusia.
-O czym ty mówisz?-Hebi wyraźnie bladła.
Ren wskazał podbródkiem na wyjście z jaskini, brawie niezauważalnie mocniej przyciskając do siebie Sol, którą wyglądała na przerażoną, szepnął coś cicho i popchnął ją w moją stronę. Wyciągnąłem ramię  i złapałem dziewczynę za rękę, posyłając jej pokrzepiający uśmiech. 
-Dokładnie tak ich sobie wyobrażałam...-szepnęła Bella, kiedy oczom wszystkim ukazało się kilka postaci idących w milczeniu wzdłuż lasu. Na przodzie majaczyła wysoka sylwetka i stalowo szare włosy Alexiusa, którego drwiący uśmiech był widoczny w świetle księżyca.

(Ren, Mac? Reszta, która została w jaskini też pisze!!!)

wtorek, 6 maja 2014

(Wataha Ognia) od Macabre

Opierając się o ścianę rzucałem drobnymi kamykami w przeciwległą skałę. Hebi krążyła po jaskini, ale cały czas przyglądała mi się z uwagą. Z grot słychać było żywe rozmowy, a nawet kłótnie. Udało mi się sprowadzić Vince z powrotem do Niemych Gór i przy okazji poznać jej brata. Zebrałem wszystkie Watahy w jednym miejscu - jaskini Watahy Powietrza - mając nadzieję, że może uda nam się coś uzgodnić. Im dłużej słuchałem darcia się wszystkich mieszkańców Niemych Gór tym bardziej tracił tę nadzieję. W tym momencie miałem wybór - czekać, aż Ren łaskawie wróci ze swoją dziewczynką lub przywołać ich tu i wygłosić jakąś przemowę. Nigdy nie byłem zbyt dobrym mówcą, ale na Rena też nie było co liczyć. Jeśli będzie szło naprawdę źle zawsze mogę zwalić to na Ice'a. 
Wyprostowałam się i spojrzałem na Hebi. Dziewczyna próbowała się do mnie uśmiechnąć, ale widać było, że jest zdenerwowana. Jej usta lekko drżały, a w oczach było widać niepokój. To było dla mnie zrozumiałe i dość oczywiste. Cały czas gadaliśmy o Radzie, ale niewielka część z tego mogła być zrozumiała dla kogoś spoza Arkadii. Hebi i większość członków naszych Watah nie miało zbyt wielkiego pojęcia o tym wszystkim. 
- Czym się tak przejmujesz, księżniczko? - posłałem jej szelmowski uśmiech.
- Niczym...- odpowiedziała spuszczając wzrok.
Byłem nieco zdziwiony tą reakcją. Gdyby ktoś mnie zapytał, powiedziałbym, że Hebi na 99% odszczekałaby mi się jakimś, na swój sposób uroczym, tekstem. Może jednak wiedziała więcej niż myślałem?
- Hmm...Pomożesz mi zwołać tu tę całą zgraję? - zmieniłem temat - Wypadałoby powiedzieć im parę słów i wyjaśnić niektóre sprawy. 
*
Myślałem, że jak zbiorę ich w jednym pomieszczeniu będą słuchać, ale teraz myślę, że jednak lepiej szłoby im podsłuchiwanie pod ścianą. W jaskini zrobiło się tak głośno, że nie słyszałem własnych myśli. 
Opadłem na fotel przy ścianie. Hebi siedziała na oparciu i informowała Ice'a i Nivre, którzy pojawili się chwilę temu, o wydarzeniach z ostatniej godziny. Kiedy zrozumiałem, że tej dziesięć razy bardziej głośnej niż licznej grupy nie da się w żaden normalny sposób uciszyć postanowiłem wysłać im możliwe najgłośniejszy komunikat telepatyczny. Po trzech sekundach wszyscy albo trzymali się za głowy, albo - jeśli znali przyczynę - obrzucali mnie spojrzeniami z serii "Czekam, aż będę mógł poskakać po twoim grobie". Odczekałem jeszcze chwilę żeby upewnić się, że nie zamierzają mi przeszkadzać i nie podnosząc się z fotela zacząłem mówić:
- Większość z was...prawdopodobnie nie wie nic o Radzie. Niektórzy pewnie za chuja nie wiedzą o czym mówię. W sumie to uważam, że potrzebne wam tylko najistotniejsze informacje, więc nie będę was zanudzał biografiami i różnymi CV. Jedną rzeczą jaką powinniście wiedzieć w czasie starcia - jeśli do niego dojdzie - to to, że ci ludzie są popieprzeni. Wszystkiego można się spodziewać po ich pokroju psychopatach. Nie znacie ich możliwości, a nawet my nie mamy pewności, że wiemy czego możemy się spodziewać. Ale jeżeli którekolwiek z was zacznie przy mnie gadać pierdoły w stylu "Jesteśmy zgubieni!" to osobiście przypilnuję żeby już nigdy powiedział ani tego ani niczego innego. Wiem, to co mówię w żaden sposób was nie pociesza. Nawet nie miałem takiego zamiaru. Rada to nie są ludzie, z którymi można coś tak po prostu pokojowo załatwić - spojrzałem na twarze zebranych. Biorąc pod uwagę moje umiejętności dialektyczne, wyglądało na to, że udało mi się ich całkiem nieźle zainteresować - Chyba powinienem wam teraz powiedzieć coś więcej o Radzie... - westchnąłem. Otworzyłem usta żeby zacząć mówić kiedy do jaskini wpadło dwoje ludzi - O, patrzcie kto wreszcie zaszczycił nas obecnością! Dłużej się nie dało kretynie?!
- A ty mógłbyś wstać kiedy wygłaszasz mowę.
- Nie wygłaszam mowy, nie będę się w ten sposób poniżał. Po prostu coś tłumaczę.
Pewnie, że fajnie byłoby się jeszcze trochę powyzywać, ale Cała sala się na nas gapiła. W tym wypadku lepiej było kontynuować wypowiedź lub zwalić to na kogoś kto się spóźnił.
(Ren?)

niedziela, 4 maja 2014

(Wataha Powietrza) od Rena

-Kurwa! Oni tu są!-Macabre pocierał czoło, chodząc w kółko po jaskini.
-Kto?!-Warknąłem zniecierpliwiony.
-Rada, kretynie!-Syknął, a z jego czerwonych oczu biła wściekłość.
Poczułem, że moje ciało oblewa lodowata fala. Przez chwilę trawiłem jego słowa.
-Jesteś pewien?-Próbowałem się jakoś uspokoić. Kurwa. Sol. Nie, nie, nie! Tylko nie Sol!
-Masz mnie za idiotę?! Czuję ich. Niedawno przekroczyli granicę, mamy jakieś pół godziny.-Warczał.
-Niech to szlag. Zbierzmy ludzi. Niech wszyscy tutaj przyjdą.
-Wysłałem wszystkim telepatycznie wiadomość.-Mac przybrał obojętną maskę.-Jeśli przyprowadzili ze sobą wojowników, mamy przejebane.
-Przyprowadzili-stwierdziłem sucho.-Jeśli jakimś sposobem dowiedzieli się, że zabiliśmy członków Rady, będą chcieli wymierzyć sprawiedliwość. Wiedzą, że nie damy sobie tak po prostu odciąć łba, więc wzięli wojowników.- Aż za dobrze znałem strukturę "armii" Rady. Byłem szkolony na wojownika, mimo, że urodziłem się Alfą. Jedyne, za co byłem wdzięczny ojcu.
Mac skinął głową w milczeniu i z napięciem zaczął obserwować drzwi.
-Nie mamy nawet pieprzonej broni. Jedyne, na co możemy liczyć to nasze moce.-Spojrzał na mnie znacząco.-Postaraj się używać telekinezy tylko na wrogów.
Gdybym nie był tak cholernie spięty, pewnie bym się uśmiechnął. Telekineza nie była moją ulubioną mocą.
Pierwsza w wejściu pojawiła się Hebi. Mac nie czekając na specjalne zaproszenie, objął ją ramieniem i raczej nie miał zamiaru jej puścić. Wymienili ze sobą spojrzenia, przekazując sobie wszystkie informacje telepatycznie. Nie dziwne. Telepatia jest o wiele mnie męcząca od używania strun głosowych.
-Jeśli to jest to, co myślę...-Ice zjawił się chwilę później.-To chyba zostałem Alfą w niewłaściwą godzinę.- uśmiechnął się smutno i spięty podszedł do naszej trójki.
-Jest jakiś plan?-To pytanie chyba było skierowane do mnie. Dopiero teraz zauważyłem, że w ciemnej części pomieszczenia siedzi chłopak i dziewczyna. Oboje jasnowłosi i oboje wyglądający na...lekko zirytowanych i niezdecydowanych. Właściwie to chyba zastanawiali się czy zostać, czy może spierdalać. Ja bym chyba wybrał to drugie. Gdybym oczywiście mógł.
-Nie. Poczekamy na obrót sytuacji.-powiedziałem dziwnie obojętnym tonem. Potem kolejno zaczęli pojawiać się Devon z Levi, Bella, która od razu przycisnęła się ciasno do boku Ice'a, jakaś dziewczyna wyglądająca jak coś na podobieństwo zamrożonego trupa, jeszcze inna dziewczyna, Nivra, jakaś blondynka ze skwaszoną miną, Mici, Nezumi z Ivalio i każde z nich wyglądało na zdenerwowanych i spiętych. Bałem się o Sol. Nie było jej z Ivalio, a Are jeszcze nie przyszedł, co mogło znaczyć tylko jedno. Miałem nadzieję, że się mylę. Nie mogłem ufać temu nowemu. Nie znałem go wcześniej i chuj wie do czego może być zdolny, jeśli naprawdę jest szpiegiem Rady. Jeśli on jest podpuchą Sol może być w niebezpieczeństwie.
-Pójdę po Sol.-nie wytrzymałem w końcu i ruszyłem w stronę wyjścia.
-Stój-odezwał się Mac.-To nie ma teraz sensu, Ren. Sam nie skopię dupy Radzie.
-Masz Hebi przy sobie-warknąłem.-Nie musisz się bać, że ktoś coś jej zrobi. Kurwa, nie będę tutaj bezczynnie siedzieć. Idę po swoją dziewczynę i gówno obchodzi mnie Rada.
Macabre wywrócił oczami, ale mocniej uścisnął Hebi i prawie niezauważalnie skinął głową.
-To spierdalaj, przyprowadź ją tutaj i przestań zrzędzić.

(Sol? Mac?)

sobota, 3 maja 2014

(Wataha Ziemi) od Katniss

Po tym spotkaniu nie byłam w stanie racjonalnie myśleć. Prawda była taka, że poniosły mnie emocje i jak idiotka wybiegłam, zamiast na spokojnie z Bellą porozmawiać. Przez te kilka dni prawie w ogóle nie wychodziłam ze swojej jaskini. Z nikim się nie widziałam, czułam się tak, jakbym na świecie żyła tylko i wyłącznie ja. To było cudowne uczucie, ale nie trwało ono długo. Już ostatnio czułam, że ktoś się kręci po terenie Watahy Ziemi. Ktoś kogo nie znałam i w tym momencie kamień spadł mi z serca. Nie miałam najmniejszego zamiaru ciągnąć tej chorej znajomości, po co ja się w nią w ogóle pakowałam?! Wiedziałam co mnie czeka, a i tak wpadłam w jakieś gówno. Wyszłam, żeby sprawdzić kto narusza mój spokój. Myślałam, że się załamie. Przed moimi oczami ukazała się dość wysoka blondynka. Miałam już dość. Odwróciłam się do niej tyłem i miałam zamiar wrócić do siebie, gdy usłyszałam krzyki.
- Ej, poczekaj!- dziewczyna podbiegła do mnie i chwyciła mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie, uderzając ją dość mocno w rękę.
- Czego chcesz?!- warknęłam w jej stronę. W jej oczach przemknął błysk strachu. Ach, jak ja uwielbiam właśnie te chwile.
- Ja?- zapytała lekko zaskoczona.
- A kto kurwa? Ja?- zaśmiałam się głośno. Ta dziewczyna tak mnie bawi.
- Ja..niczego..- jąkała się.
- Miło.- odwróciłam się i zrobiłam kilka kroków w kierunku jaskini. Szła za mną. Słyszałam każdy jej krok i każdy jej oddech. Odwróciłam się błyskawicznie i zmierzyłam ją wzrokiem.
- Możesz mi powiedzieć po jaką cholerę za mną idziesz?- zapytałam z sarkazmem.
- Jestem Mici.- dziewczyna rzuciła z uśmiechem na twarzy.
- Aha.- odpowiedziałam robiąc krzywą minę.
- Nie jesteś zbytnio uprzejma.- zauważyła ze smutkiem.
- Taka już jestem.- zrobiłam ukłon w jej stronę.
- Nie da się tego jakoś zmienić?- zapytała dość arogancko.
- Nie mam tego w planach.- odpowiedziałam jej sucho. Postanowiłam się z nią trochę podroczyć.- Wybacz mi mą nieuprzejmość, lecz chciałabym się móc już oddalić.- zaśmiałam się w myślach. Byłam naprawdę przekomiczna, a jej mina zwaliła mnie z nóg. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem.
- Co Cię tak śmieszy?- zapytała Mici, nieco zmieszana.
- Ty.- odparłam szczerze i śmiałam się dalej. Nie miałam czasu na pogawędki. Więc poszłam w stronę jaskini. Nie miałam pojęcia po co, ponieważ od kilku dni była ona utrzymywana w totalnym porządku. Nikt mnie nie odwiedzał i szczerze powiedziawszy wiało nudą. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że dziewczyna znowu za mną idzie. Zatrzymałam się oczekując jej reakcji.

czwartek, 1 maja 2014

(Wataha Powietrza) od Levi

-Okey -oczywiście bez chwili zastanowienia, poszłam na górę, żeby wybrać któryś z górnych pokoi. Weszłam do pierwszego i się rozejrzałam, był on blisko schodów, więc poszłam do tego obok. Był naprawdę spory i akurat w dobrym miejscu, nie przy samych schodach i na górze. Usiadłam na ziemi i myślałam co jak zrobię. Panowała idealna cisza, że słychać było tylko kroki Devona na dole. Po chwili rozmyśleń zeszłam na dół.
-Wybrałaś już?
 -T-tak -uśmiechnęłam się.
 -To dobrze- dalej zajął się sprzątaniem materiałów budowlanych które zostały na dole.
- M-może pomóc?- dosyć nieśmiało zapytałam
-Nie, nie trzeba poradzę sobie.-Powiedział spokojnie.
-Ale tego jeszcze dużo zostało, może pozbieram te co na górze zostały-Nie czekając na odpowiedź poszłam na górę ogarnąć. Spojrzał zdziwiony i wrócił do sprzątania. Na górze niby nie było aż tak dużo rzeczy jak na dole, ale chociaż nie będzie musiał latać po schodach z góry na dół... Zebrałam wszystko na jedną kupę przy schodach i po chwili zaczęłam znosić na dół. Po jakiś dziesięciu minutach skończyłam. Spojrzałam na niego i zapytałam.-A ty który pokój wybrałeś? -Lekko się uśmiechnęłam
(Devon?)

(Wataha Wody) od Elizabeth

Szłam wiele dni ale w końcu dotarłam ...
Góry pełne strumyków i wodospadów... Tak, to coś dla mnie! Ale i tak jak dla mnie było za ciepło.
Oczywiście moja chłodna aura była dla mojej lodowej skóry jak świeża oceaniczna bryza, ale brakowało mi śniegu.
Nagle dostrzegłam chłopaka. Blondyn stał na wzniesieniu i patrzył na horyzont.
-Witaj.- uśmiechnęłam się najbardziej ciepło i przyjaźnie jak mogłam ( co nie było wcale łatwe )
Chłopak miał na moje oko 17 lat, lub coś koło tego. Obrócił się w moim kierunku i zobaczyłam przyjacielski uśmiech. Przynajmniej taki mi się wydawał.
-Hej -widziałam lekki niepokój w jego oczach, niestety spojrzał prosto w moje... Co oznaczało wizję jego najskrytszych i bolesnych wspomnień. Szybko odwróciłam  wzrok, co sprawiło, że zobaczyłam tylko odchodzącą białą wilczycę.
-Och, nie. Nie patrz prosto w moje oczy... To nie jest bezpieczne - powiedziałam. - Mam na imię Elizabeth, ale mów mi Eliz... Jeśli mnie przyjmiesz oczywiście.
-Mam na imię Ice -powiedział lekko zakłopotany. - Mówiłaś coś o przyjęciu...
-Jeśli  moje zdolności mnie nie mylą, to jesteś Alfą - powiedziałam zamyślona.
-Ach, tak... Tak, jestem. -Zmrużył oczy, przypatrując się mi - Ale czemu tak po prostu o to prosisz? Znaliśmy się już wcześniej?
-Och, jestem wychowana w rodzinie szlacheckiej... No wiesz, książęta, długie suknie, osiem widelców, z czego każdy do czegoś innego... Jestem otwarta i elegancka... Przynajmniej tak mi mówiono - odpowiedziałam.
- Tak... To wiele wyjaśnia. Ale... Czy ty masz twarz z lodu ?!- zmarszczył brwi
-To niegrzeczne - powiedziałam. - Ale jesteś blisko. Jestem tak zimna, że sam mój dotyk sprawia niezwykły ból związany z zimnem... Aczkolwiek jestem tu by dołączyć do Watahy Wody. O ile się nie mylę jesteś  Alfą, a wierz mi, ja bardzo rzadko się mylę - znowu posłałam mu lekki uśmiech.
-Jasne... - słyszałam w jego głosie powątpiewanie.
Wykonałam delikatny gest ręką by skupić jego uwagę na drzewie .
Podeszłam do drzewa na odległość pięciu metrów. Uniosłam lewą rękę do góry i obróciłam dwa razy z gracją ( jak to szlachcianka ) nadgarstek.
Na mój znak drzewo pokryło się szronem.
-Oto mała dawka mojej mocy... Nie podejrzewam, że jestem najsilniejsza i nawet nie śmiałabym tak sądzić, ale uważam, że będzie przydatna w twojej ,, drużynie ". - Czekałam na jego odpowiedź.
-Zobaczymy... Dobra, jesteś przyjęta na okres próbny. Musisz poznać jeszcze Ivalio... Chodź za mną - machnął ręką i powędrowaliśmy w dół wzgórza ...

(Wataha Burzy) od Hoax'a

Cholera, sam nie wiem co mnie napadło. Decyzja żeby wyruszyć razem z Faith nie była dobrze przemyślana...Nie była w ogóle przemyślana. Chciałem po prostu być blisko niej, nie ważne czy jako przyjaciel czy ktoś więcej. Sama przeprowadzka, podróż, opuszczenie Niemych Gór nie było problemem. Tak często byliśmy zmuszeni z Hebi zmieniać miejsce zamieszkania, że Nieme Góry są właściwie naszym rekordem mieszkalności. Prawdziwym problemem było dla mnie to, że tym razem muszę ją zostawić.
Nie należy tego ukrywać - jest irytująca, straszna, nigdy nie przyzna się do błędu i nie powie co czuje naprawdę. Ale jest też moją młodszą siostrą i pewnie nigdy nie pozbędę się tego "nadopiekuńczego" odruchu. No i pewnie dostałbym po łbie gdyby to słyszała...
Zastanawiałem się czy nie spakować się lepiej, w końcu paczka papierosów może okazać się mało przydatna na dłuższą metę. Sięgnąłem do szuflady jeszcze raz. Teraz miałem w kieszeni już dwie paczki fajek.
Dochodziła godzina spotkania z Faith, więc musiałem się pospieszyć ze znalezieniem jej. Na moje szczęście wychodziła akurat z groty Belli.
- Hebi! - zatrzymałem ją - Możemy pogadać?
- Pewnie - rzuciła opierając się o ścianę - Czego chcesz?
- Eh...- wydawało mi się, że miała dobry humor, a nikt nie przewidzi jak zareaguje na taką informację. Postanowiłem powiedzieć to tak po prostu - Chcę odejść.
Chwilę patrzyła na mnie z miną typu "Chwila, łączę wątki" po czym wybuchła.
- ŻE CO, KURWA?!
- Nie denerwuj się...
- Hoax, ty chyba naprawdę ze mnie żartujesz! Od razu ci mówię, że mnie takie durne dowcipy w ogóle nie bawią, więc łaskawie PRZESTAŃ albo będę musiała pozbawić cię paru zębów!
- Hebi, to naprawdę nie jest żart - starałem się mówić najspokojniej jak umiałem. Przekrzykiwanie się z młodszą siostrą nie miałoby sensu - Odchodzę z Niemych Gór.
- Ale...dlaczego? To jest pierwsze miejsce z, którego nikt nas nie przegania ani nie... - Hebi urwała. Spojrzała mi w oczy z uśmiechem - Chcesz iść z Fai...
Chciałem zaprzeczyć, byłem gotowy na kłótnie i bronienie się przed złośliwymi uwagami z jej strony, ale ona nic takiego nie mówiła. W jej oczach nie widziałem drwiny ani nic podobnego, to przypominało bardziej...Sam nie wiem, zrozumienie? Szczęście?
- Tak - przyznałem w końcu.
Nastąpiło milczenie. Hebi się przełamywała albo wymyślała jakąś ripostę. W końcu powiedziała:
- No to spieprzaj. Ale nie wracaj potem z podkulonym ogonem!
Uśmiechnąłem się. Hebi też odwzajemniła uśmiech chociaż starała się zachować surowy i poważny wyraz twarzy. Zwyczajne rodzeństwo pewnie przedłużało by pożegnanie i robiło jakieś wzruszające scenki, ale dla nas to właśnie było najlepsze pożegnanie. Nie powiedzieliśmy sobie właściwie nic, ale mimo to wiedzieliśmy, że sobie ufamy i najważniejsze dla nas, żeby to drugie uśmiechało się nawet jeśli będzie na drugim końcu świata.
- Hebi... - przypomniałem sobie o czymś wychodząc z jaskini.
- Hm?
- Błagam, znajdź sobie INNEGO CHŁOPAKA.

Ranking (kwiecień)

Wilk
Liczba opowiadań
Miejsce
Faith
31
1
Sol
30
2
Ren
29
3
Ice
28
4
Hebi
25
5
Isabella
25
5
Macabre
22
6
Ivalio
17
7
Hoax
14
8
Mici
11
9
Nezumi
11
9
Katniss
9
10
Dark
8
11
Devon
8
11
Vince
7
12
Nivra
5
13
Levi
5
13
Lucy
1
14
Victor
1
14
Demos
1
14
Are
1
14
Elizabeth
1
14